niedziela, 28 lutego 2010

O Fryderyku, kwiatach i szydełkowych robótkach.... /About Frederick, flowers and crochet things...

Co za weekend! Z jednej strony wielka radość ze złotego medalu Justyny Kowalczyk w Vancouver ( ależ to były emocje!!!!), z drugiej - godziny bezsenności i długie oczekiwanie na lekarza w szpitalu w samym środku nocy. Zosia jest chora. Okazało się, że to tylko (a może aż) grypa żołądkowa, ale strachu nam napędziła mnóstwo. Dziś już jest lepiej i mam nadzieję, ze lada chwila minie jej wszystko bezpowrotnie a my wreszcie prześpimy kilka godzin.

What a weekend! We are all very happy, because of the gold medal Justyna Kowalczyk won in Vancouver (what excitement!). On the other hand, we are a bit sleepy, because we had to wait for a doctor for ages in the hospital in the middle of the night. Zosia is ill. It appears to be “only” stomach flu (Gastroenteritis), but she certainly scared us a lot. She’s better today and I hope that soon everything will be back to normal and we will finally get some precious sleep.


Teraz coś miłego. W moim domu już wiosna! Kwitną kwiaty i przypominają o tym, że już mamy marzec i .... No właśnie - 200-setne urodziny Fryderyka Chopina. Pamiętam taki czas (odległy), kiedy nie przepadałam za muzyką tego wielkiego kompozytora, a teraz jest to dla mnie najpiękniejsza muzyka fortepianowa. Widać musiałam do niej dojrzeć. Lubicie ją słuchać? Pisałam troszkę o Fryderyku oraz pokazywałam przeze mnie zrobione zdjęcia z Zelazowej Woli tutaj. Krótkie życie Fryderyka było szarpane wieloma uczuciami, wątpliwościami i tęsknotą za Ojczyzną, którą tak wyraźnie słychać w tonach jego genialnej muzyce. Nie był łatwym we współżyciu człowiekiem, o czym opowiada nam świetny film „Chopin, pragnienie milosci”(polecam do obejrzenia) a podobno życie pod jednym dachem z prawdziwym artystą do łatwych nie należy. Teraz, kiedy mamy Rok Chopinowski, obiecałam sobie jeszcze częściej sięgać do muzyki Wielkiego Fryderyka.

Now for something nice. Spring has already visited my home! The flowers are blooming... and remind me of the fast-coming month of March… and the 200th birthday anniversary of Frederik Chopin. I remember, there was a time when I didn’t really like the music that particular composer wrote, but now… now it’s like the most beautiful piano music ever. Do you like listening to it? I wrote a little about Chopin and I put some pictures from Zelazowa Wola here. His life was mixed with so many emotions, doubts and longing for home, and you can hear it all so clearly in his music. He wasn’t the easiest person to communicate with, as the excellent film “Chopin, Desire for Love” tells us (I really recommend it), and life with a true artist in the house wasn’t so easy at times… During this year dedicated to Chopin, I promised myself to listen to his music a lot more.





Aby dopełnić wiosennego akcentu, zrobiłam w zeszłym tygodniu taką oto słoneczną serwetkę. Jak wiosna to wiosna! To chyba najszybciej przeze mnie wydziergana serwetka. Choć trochę pogubiłam się w tym wzorze, to jakoś zwycięsko przebrnęłam przez własne domysły co do wzoru i skończyłam ją.

In the past week I made a little sunny doily, intended to add a little spring to my house. Let spirt be spring! I haven’t ever made a doily faster. I did get lost a little in this particular pattern, but I improvised a little and finished it. This is what it looks like.


Jeśli ktoś ma życzenie wzdziergać dla siebie podobną, podaję schemat. Może pójdzie wam z nią prościej niż mnie. Powodzenia.
If anyone wants one just like that, here is the pattern. Maybe you will do better than me. Good Luck.

czwartek, 25 lutego 2010

Historia pewnej lampy /The history of some lamp

Chciałabym wam pokazać jedną starą lampę. Mamy ją od pierwszych dni naszego pobytu w Anglii. Kupiliśmy tą lampę na pchlim targu. Była zielona........i w tym momencie muszę być szczera .....taka sobie, nic specjalnego. Używaliśmy jej tak długo, aż kupiliśmy coś nowego i ładniejszego. Wtedy stara zielona lampa wyprowadziła się na strych.

I would like to show you an old lamp. We have had this lamp from first days of our new life in England. We bought it in a bargain sale. It was green and……To be honest…. nothing special. It worked until we bought something new. Then this old, green lamp moved into the loft.

 Pewnego dnia, poszukując czegoś na strychu natknęłam się na zapomnianą lampę -emerytkę stojącą sobie spokojnie w szarym kącie. Była taka samotna. Lampa – pomyślałam –nic szczególnego, ale jaki wspaniały materiał do nauki decoupage. I tak przedmiot ten znów zmienił miejsce swojego pobytu. Pracowałam z nią cieżko i dość długo. Zmieniłam ją całkowicie. Może nie jest taka piękna jak wiele rzeczy ozdobionych tą techniką, które widziałam na blogach, ale i tak jestem z niej bardzo dumna. Pasuje do naszego salonu. W ciągu dnia stoi sobie w pomarańczowym kąciku i obserwuje nasze życie, a wieczorem, kiedy to lubię usiąść przed komputerem i zobaczyć co nowego słychać na waszych blogach, moja stara a nowa lampa towarzyszy mi oświetlając swoim blaskiem klawiaturę komputera. Proszę o uwagę! Przedstawiam wam moją nową lampę! Oto ona! Co o niej sądzicie?

 One day, when I was looking for something in my loft I saw it in the corner. A lamp –nothing special –I thought, but it was perfect to practice my decoupage on it. And again the lamp moved its place. I was working with it very hard and very long. I changed it completely. Maybe it is not as beautiful as some of the decoupage things I saw in some blogs, but I am really proud of it, and it matches my living room very well. During the day it is relaxing in the warm orange corner but in the evenings, when I love to go on my computer and see what’s new on all of your blogs, my old- new lamp accompanies me by giving me some lovely light on the keyboard. Attention please! I introduce my new lamp to you! Here it is! What do you think of it?



wtorek, 23 lutego 2010

Sernik z rosą / Cheesecake

Ewangelia ostatniej niedzieli mówi nam o tym, jak diabeł bezskutecznie kusił Jezusa na pustyni. Jezus 40 dni przebywał w odosobnieniu, poszcząc i modląc się. Ja też was dzisiaj trochę pokuszę, ale żebyście nie myśleli, że mam coś wspólnego z diabłem to moje kuszenie będzie nieco inne. Skuście się na sernik! Oczywiście wielu z was wolałoby unikać takich propozycji w Wielkim Poście, więc ja wam proponuję zrobienie tego sernika na Wielkanocne, radosne ucztowanie.

Last Sunday’s Gospel tells us how the devil tried to tempt Jesus in the desert. Jesus had been in the desert for 40 days on his own, fasting and praying. I will try to tempt you a little too, but do not think that I have anything to do with devil, because my tempting will be a bit different. Try the cheesecake! Of course, many of you are trying to avoid this sort of thing during Lent, so I recommend making this cheesecake for Easter celebrations.

Przepis trafił do mnie od pewnej bardzo życzliwej rodziny. Od tej rodziny mam kilka sprawdzonych przepisów na przepyszne ciasta. Smiało mogę powiedzieć, że to mistrzowie w produkcji ciast i innych smakołyków, a wszystko co zrobią jest pyszne, udane i niezwykłe. Być może niektórzy z was znają ten sernik, ale z pewnoscią są wśród was też tacy, którym się nawet nie śniło o tym, że sernik może być tak lekki, rozpływający się w ustach. Sernik jak poezja, jak najcudowniejsza muzyka...... sernik, który na dobre wpisał się w nasze odświętne menu i który czasami zdarza mi się zrobić na specjalne życzenie niektórych moich przyjaciół.

I got this recipe from a very kind family. They have already given me some excellent cake recipes in the past. Without a doubt, they are champions at making cakes and everything they make is delicious and splendid. Maybe some of you know how to make this cheesecake, but for those of you who do not I can tell, some of you didn’t even dream that the cake can be so light, it simply melts in your mouth. This cake is like a poem, like music… a cake that is permanently on our celebration menu and a cake that I sometimes make for some of my friends.


Sernik z rosą;
Zagniatam ciasto z;
30 dkg mąki, 2 łyżeczek proszku do pieczenia, 10 dkg cukru, 2 żółtka + 1 całe jajko( białka zostawiam w kubku, będą nam potrzebne), 1 -2 łyżki margaryny. Czasami, jeśli ciasto nie chce się dobrze zlepić, można dodać odrobinę śmietany. Ciasto wyrabiam i wyklejam nią większą, natluszczoną, blachę.


Cheesecake with dew;
I make the cake using:
300g flour, 2 teaspoons baking powder, 100g sugar, 2 egg yolks and 1 whole egg (leave the egg whites in a mug, you will need them) 1 or 2 tablespoons margarine. Sometimes, if the cake does not stick together, you may add a little cream. Mix everything together, knead it well, and spread it evenly in a cake tin.


Teraz czas na masę serową;
Ja robię ją z 1 kilograma masy serowej( 1 kg białego sera kilkakrotnie mielę w maszynce do mielenie mięsa, lub kupuję gotowy np. W polskim sklepie. Najczęściej można spotkać pod nazwą; Masa serowa lub ser mielony na sernik), ½ szklanki oleju, 2 i pół szklanki mleka, 3/4szklanki cukru, 1 budyń śmietankowy lub waniliowy( w proszku), 2 całe jajka+ 4 żółtka( białka dolewam do pozostałych w kubku), olejek pomarańczowy ewentualnie.


Now for the cheese;
I make it using 1kg of smooth white cottage cheese (mince 1kg of cottage cheese in a meat mincer a few times or you can just buy some readymade, e.g. in a polish shop), ½ glass of oil, 2½ glass milk, ¾ glass sugar, 1 packet of vanilla or cream flavoured pudding, 2 whole eggs and 4 egg yolks (add the whites to the mug).


Ser miksuję z cukrem, a w osobnym garnku mieszam wszystkie pozostałe składniki na masę serową, potem powoli, cały czas miksując dodaję ser. Wszystko będzie wyglądało bardzo wodniście i być może zaczniesz myśleć, że zrobiłeś coś nie tak, ale nie martw się –to tak musi być.


Mix the cheese with the sugar and put the rest of the cheese ingredients in a pot, and then slowly add the cheese, stirring all the time. It should be quite runny and you might worry that you have done it wrong, but it should be like that.


Ser wlewam na brytfankę z ciastem i piekę 50 minut w piekarniku 180 -200 stopni. 5 minut przed końcem tego czasu do pozostawianych białek dodaję trochę cukru pudru i ubijam pianę. Wyjmuję delikatnie ciasto z piekarnika i smaruję je pianą z białek oraz piekę już tylko 10 minut. Ale czas pieczenia zależy od stanu piany –nie pozwól, by zbyt zbrązowiała.

Pour the cheese into the cake tin on top of the dough and bake it for 50 minutes in a preheated oven (180°C – 200°C, gas mark 5 or 6). 5 minutes before the end of baking, use the egg whites and a bit of icing sugar to whip something that looks a lot like white foam. Take out the delicate cake from the oven and spread the foam over it. Put it back in the oven for 10 minutes. However, the time depends on the foam; do not let it get too brown.
  
Po ostudzeniu, na powierzchni ciasta pojawią się słodkie kropelki. Kropelki trochę przypominają rosę i stąd nazwa tego sernika.. I to właśnie jest rozwiązanie mojej zagadki z poprzedniego wpisu. Życzę wam smacznego....
When it cools down, you will find little sweet golden droplets on the surface of the foam. It looks a bit like dew; hence the name. Enjoy! One more thing this is the solution for my recent riddle.

poniedziałek, 22 lutego 2010

Zagadka / A riddle

Dzisiaj mam dla was zagadkę. Kto z was potrafi zgadnąć, co przedstawia zdjęcie poniżej? Odpowiedzi spodziewajcie się w najbliższym czasie......

Today, I have a riddle for you. Who can guess - what it is on this picture? I will give you the answer soon.....

niedziela, 21 lutego 2010

Szydełkowa serwetka raz jeszcze /Crochet doily again

Czy pamiętacie moją szydełkową serwetkę, którą pokazałam wam kilka dni temu? Zrobiłam kolejną. Pierwsza została przeznaczona do Gabrysi wielkanocnego koszyczka, druga jest dla Elżuni. Zosia jest jeszcze za mała, by móc nieść taki koszyczek ale wydaje mi się, że za rok będzie wystarczająco duża, by mieć swój własny malutki koszyczek z jajkiem. Będę musiała również dla niej zrobić taką serwetkę. Co myślisz o tej serwetce? Podoba ci się?

Do you remember my handmade crochet doily which I showed you a few days ago? I have another one. The first will go to Gabriela’s Easter Basket; the second is to Elzbieta’s one. Zosia is too small to hold a basket but maybe she will be big enough next year. I suppose I will crochet one for her as well. What do you think of this one? Do you like it?


Czy chcielibyście taką serwetkę jak ta? W takim razie dzielę się z wami wzorem. Oto on:
Do you want a doily like this? I would like to share this pattern with you. Here it is.


piątek, 19 lutego 2010

Nowe życie puszki /The tin’s new life

Jestem zwolennikiem ekologicznego stylu życia i jak każdy mieszkaniec kraju, w którym obecnie żyję posiadam jeden duży pojemnik na odpadki ogrodnicze, jeden duży pojemnik na puszki, papier, szkło, plastik oraz jeszcze jeden kosz na wszystko inne. Recycling jest wspaniałą rzeczą. Czy wiesz ile fajnych rzeczy można znaleźć w tym pojemniku na szkło, papier i wszystko, co można wykorzystać do powtórnego przetworzenia? Puszki na przykład. Puszki po fasolce, kukurydzy czy coca – coli nie są najlepszym materiałem do pracy artystycznej, choć również z nimi miałam przyjemność pracować. Ja natomiast, ostatnio mam częstą okazję wygrzebywać puszki po specjalnych herbatkach dla niemowląt. Zmieniam je - czyli maluję i kleję. Moja wyobraźnia zawsze podpowiada mi wiele pomysłów na zmianę wizerunku takich puszek. W tym tygodniu razem z moją córką przeistoczyłyśmy dwie takie puszeczki. Jedna z nich została przeznaczona dla Elusi, a raczej dla jej malutkich zabaweczek. Ela ma mnóstwo małych zabawek, rzeczy i typowo dziewczęcych skarbów, więc w przyszłości będzie musiała mieć tych puszek dużo więcej.


I am the follower of the ecological style of life and like every occupant in this country I have one big bin for garden recycling, one big bin for glass, metal, paper, plastic, and one big bin for everything else. This is a fantastic thing - recycling. Do you know how many useful things you can find in this bin with paper, metal, plastic and glass? Tins, for example. Maybe tins which had beans, sweet corn or coca cola are not always the best for your art work (I worked with these too) but in my bin I have found some special tins. Before they went into the bin they had baby tea inside. Now, I changed them. I painted and glued. My imagination always has a lot of ideas. Last week I made two tins with a little help from one of my daughters. One is for Elzbieta for her small toys. She has many small toys, things and her girly treasures and she will need more tins for it.

 Druga puszka jest dla mnie, dla moich szydełek albo.....no nie wiem jeszcze. Czy uwierzysz, że wyklejałam ją kawą? Zobacz jak wygląda;


The second tin is….for me…..or for my crochet hooks, or…….I don’t know yet. I glued the coffee on it. Look at this changed tin.

środa, 17 lutego 2010

Serwetkę sobie wyszydełkowałam /I made crochet doily

Dziś Popielec, dzień początkujący w kościele katolickim 40 dni postu, umartwiania się i zadumy nad sensem życia, śmierci oraz najlepszy czas by ponownie przyjrzeć się przesłaniu, jakie niesie nam męka i śmierć Jezusa na Krzyżu.

It’s Ash Wednesday today, the day that, in the Catholic Church, starts the 40-day-long Lent, the time of mortification and meditating about life, death and the best time to reflect on what God was trying to tell us through Jesus’ death.

Czas tak szybko biegnie. Ledwo cieszyliśmy się Bożym Narodzeniem, a tu proszę, wielkimi krokami zbliża się Wielkanoc. Sama nie wiem, czy gdzieś w duszy już myślałam o Wielkanocy, czy też stres kibica w czasie oglądania skoków narciarskich podczas Olimpiady Zimowej w Vancouver i doping dla Adama Małysza spowodował, że tak od niechcenia sięgnęłam po szydełko, nici i proszę.... nawet nie wiem kiedy, wyczarowałam serwetkę. Docelowo, coś nowego do koszyczka wielkanocnego. A pan Małysz zdobył srebro! Chyba muszę zrobić jeszcze jedną, bo moje dziewczyny już się o nią sprzeczają. Serwetka wygląda tak;

Time flies so quickly. We only just finished celebrating Christmas, and here comes Easter. I don’t know whether I have been thinking about Easter already or the stress of Adam Malysz (polish ski jumper) competing in the Winter Olympics in Vancouver that caused me to grab my crochet hook, some thread and here – in hardly any time, I conjured up a doily. Something new for the Easter basket (polish tradition – every Easter Saturday, everyone bring baskets of food to Church to bless – the food is eaten in the morning of Easter Sunday) I think I’ll need to make another one, because both my girls are arguing over who gets this one. Mr Malysz won a silver medal, and the doily looks like this:


Postanowiłam podzielić się z wami wzorem. Może komuś z was spodoba się i będzie chciał wydziergać sobie podobną?

I decided to share the crochet pattern with you. Maybe one of you will like it and you’ll want to make one too?

poniedziałek, 15 lutego 2010

Wyjątkowe maślane ciasteczka / Special buttery cookies

Tegoroczne walentynki należą już do przeszłości a mnie tylko pozostaje życzyć wam mnóstwa miłości w sercach nie tylko 14 lutego, ale każdego kolejnego dnia. Nasze serduszkowe ciastka też są historią. Zniknęły z talerza w bardzo szybkim tempie. Były takie pyszne.....

The Valentine’s Day has gone, but I wish you to have a lot of love in your hearts for every day. My heart cookies have gone as well. They disappeared very quickly. They were so tasty…….

Tak naprawdę robimy je częściej, tyle tylko, że normalnie wyglądają zupełnie inaczej. Robimy z nich takie typowe maślane ciasteczka wycinane różnymi foremkami do ciastek. Przepis jest bardzo stary i wielokrotnie przeze mnie udoskonalany. W moim magicznym zeszycie z przepisami można go znaleźć pod nazwą „ Kruche, maślane ciasteczka Gabrysi”. Dlaczego ciasteczka Gabrysi? Gdy Gabrysia była małą i jedyną w domu dziewczynką, robiliśmy dużo rzeczy tylko dla niej. Te ciasteczka bardzo jej przypadły do gustu, czy raczej podniebienia i od tego czasu dostały właśnie taką nazwę. Teraz pieczeniem ich zajmuje się częściej właśnie Gabrysia....

We make them sometimes and generally they look different, like typical homemade cookies, cut out by different mould baking tins. The recipe is old, many times changed by me. In my “magic, cooking book” they’re called "Gabriela’s crispy, buttery cookies". Why Gabriela’s cookies? When she was a small girl, and we didn’t have any other children, I made a lot of special things for her. These cookies she really enjoyed and that is the reason of their name.

Oto podstawowy przepis:
Okolo 0.5kg pszennej mąki
200g masła
2 żółtka
100g cukru
2 łyżki kwaśnej śmietany
i trochę masła do smarowania blachy

Here is the basic recipe;

About 0.5 kg wheat flour
200g butter
2 egg yolks
100g sugar
2 tablespoons of cream
And a little butter to grease the baking tin.
Wszystko dobrze razem wymieszać i zagnieść ciasto. Dobrze jest je włożyć na godzinę do lodówki.
Everything mix together and knead it well. It is good to keep this dough in the fridge for one hour.

Następną czynnością jest wałkowanie ciasta na placki grubości okolo 0.5cm. Wycinamy ciastka i układamy je na wytłuszczonej blasze. Ja posypuję je jeszcze cukrem. Pieczemy w nagrzanym do 180 stopni piekarniku około 15-20 minut. To wszystko. Z podanych składników wyjdzie około dwóch dużych blach ciastek.

After that get a rolling pin and pin the dough until it is 0.5cm thick. Cut out the cookies and put them on the baking tin. If you want you can sprinkle some sugar on the top of cookies. Bake in a hot oven (gas mark 5-6) for about 15- 20 minutes. That’s everything. From these ingredients you can make about two big baking pans of lovely, delicious cookies.



Oczywiście jeśli pragniesz zrobić z nich serca to musimy się cofnąć do momentu kiedy rozwałkowaliśmy surowe ciasto na placek. Wycinamy dwa takie same duże serca foremką o tym kształcie. Jedno serce przenosimy na blachę a z drugiego mniejszym sercem wycinamy środek. Srodek pozostawiamy a jego zewnętrzną część doklejamy do tego serca, które już czeka na swoją drugą połowę na blasze. Powinny się bardzo dobrze skleić. Możesz sobie pomóc pędzelkiem namaczanym w mleku lub w białku jajka. Gdy po upieczeniu ostygną, delikatnie wlewamy łyżką w środek już ściętą, wcześniej przygotowaną galaretkę. Nie jest trudne, prawda? Zyczę wam przyjemnie spędzonego czasu z ciastkami. Smacznego!

Of course, you can make hearts. You need to cut two hearts. One heart you put on the tin, in the middle of the second one you cut out a smaller heart. You don’t need the small heart, only the heart with the heart-shaped hole. You put it on the whole heart and bake together like a one cookie. When your heart is cool, you carefully pour jelly inside. Easy, isn’t it? Have a lovely time with cookies and enjoy them.

sobota, 13 lutego 2010

Miłość/ Love

Powstało wiele wierszy, książek i poematów o miłości ale dla mnie najpiękniejsze i najprawdziwsze słowa, wyrażające wszystko to, co istotne w miłości zawarł św.Paweł w "Hymnie o Miłości".

Many poems and books have been written about love, but I think the one below is the most beautiful,as it expresses everything there is in love. This is "The Hymn about Love" written by St.Paul.

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką możliwą wiarę, tak iż bym góry przenosił,
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
Miłośc cierpliwa jest, łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą,
nie dopuszcza bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego:
nie cieszy się z niesprawiedliwosci,
lecz współweseli z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.(...)
Św.Paweł

If I speak in the tongues of men and of angels,
but have not love,
I am only a resounding gong or a clanging cymbal.
If I have the gift of prophecy and can fathom all mysteries
and all knowledge,
and I have a faith that can move mountains,
but have not love,
I am nothing.
If I give all I possess tothe poor
and surrender my body to the flames,
but have not love,
I again nothing.
Love is patient, love is kind.
It does not envy
it does not boast,
it is not proud.
It is not rude,
it is not self-seeking,
it is not easily angered,
it keeps no record of wrongs.
Love does not delight in evil but rejoices with the truth.
It always protects,
always trusts,
always hopes,
always perseveres.(...)
St.Paul

Jest także wiele piosenek mówiących o miłości, ale jesli którąś z nich miałabym zadedykować mojemu bardzo kochanemu mężowi, to spośród wielu wybrałabym dwie. Pierwsza w języku polskim zespołu Kult (kliknij tu).
There are many songs about this amazing feeling, but if I was to dedicate some to my much-loved husband, I would chose two. One is in polish (click here).

Drugą piosenkę zaśpiewa dla mojego męża Michael Buble (kliknij tu).
Second song will by song by Michael Buble (click here).

A na dokładkę dokładam moją skromną kartkę -grafikę i słodkie serce.
To finish this off, here is my card and my sweet heart.



Życzę cudownych Walentynek! Happy Valentine's Day!

czwartek, 11 lutego 2010

Moje pierwsze kroki w Decoupage / My first Decoupage

Wreszcie udało się! Postawiłam swój pierwszy krok w tajemniczej jak dotąd dla mnie, ale jakże zachwycającej sztuce zwanej DECOUPAGE. Pierwszy słoik, jaki próbowałam ozdobić - niestety z mizernym skutkiem, wstydziłam się wam pokazać. Ale co tam! Zobaczcie! Mojej córce przypadł do gustu i teraz służy jako słoik do trzymania długopisów czy ołówków. Wyciągnęłam z jego malowania jedną podstawową naukę; malowanie pędzlem maczanym w akrylach po szkle to koszmar! Przynajmniej dla mnie. A wyszło tak;

I have made it at last! I made my first step in the mysterious and fascinating knowledge of decoupage. My first jar which I decorated like this wasn’t good and I was really shy to show it. But never mind! Look! My daughter likes it and now it belongs to her. She keeps the pencils and pens inside. I learnt one important thing during my work with this jar; painting using acrylics with brushes on glass is horrible for me. This jar looks like this;


Później już byłam teoretycznie mądrzejsza i na butelkę poniżej farbę nakładałam gąbką. Nie jakąś tam extra ze sklepu plastycznego tylko na kawałki pocięłam taką najzwyklejszą, kupioną do kuchni, a farbę z jej pomocą rozprowadzało się fantastycznie. Farba wyschła, to ja prysnęłam butelkę lakierem i nakleiłam obrazki, potem kilka razy malowałam klejem wymieszanym z wodą, a gdy podeschło znów lakierem. Oto efekt końcowy;

Theoretically, later on I was cleverer and on the next bottle I put on acrylic using sponges. It wasn’t the special sponges from a craft shop but a cheap kitchen one. I cut it into smaller pieces and now putting the paints on the bottle was easier than with paintbrushes. When the paints were dry I varnished the bottle. After that I glued on small pictures, than I painted everything a few times with glue mixed with water. In the end, when my bottle was completely dry I again varnished it. Here it is;


Ledwo zrozumiałam o co w tym wszystkim chodzi a już zachciało mi się urozmaiceń. Oprócz zrobienia tego wszystkiego powyżej, do kolejnego słoika dołączyłam jeszcze elementy dodatkowe w postaci koralików czy brokatu. Wyszedł niezły ocean. Zobaczcie sami;

I only just understood what was going on with this and yet I wanted to make a variety of different bottles. I did everything like I had done with the bottle before but near the end I added some decorating stuff; beads and glitter. I have made quite good ocean. Look at it!






Bardzo spodobało mi się to Decoupage i czuję, że jeszcze kiedyś coś pomaluję, wykleję, polakieruję i ozdobię. Na strychu już czeka na swoją kolej kolekcja butelek, kwadratowych słoików i rzeczy teoretcznie nadających się do recyklingu....Może dam im nowe życie?

I really enjoyed doing decoupage and I think that I will do much more painting, glueing, varnishing and decorating in the future. There are different bottles, jars and stuff in my loft waiting for their turn to be decorated when they should be recycled... maybe I would give them a new life?

wtorek, 9 lutego 2010

Szmaciane lalki / Rag dolls

Przebiegłam wzrokiem po różnych blogach i zauważyłam jak wiele w nich jest pokazywanych ręcznie uszytych lalek. Są one bardzo ładne i już na pierwszy rzut oka widać, że stworzyły je utalentowane ręcę. Pamiętam moje szmaciane lalki z czasów dzieciństwa. Niestety nie mam ich utrwalonych na fotografiach, ale uwierzcie mi na słowo, nie były takie piękne jak te należące do blogowiczek. Moje lalki, gałganki czy kukiełki były najczęściej zrobione z wełny a najlepszą zabawę miałam głównie przy ich tworzeniu. Parę lat temu znów mnie coś podkusiło na podobne lalki i sporo ich wtedy uszyłam jako anioły na naszą choinkę. Większość prac wykonałam ręcznie. Były zrobione ze starych rajstop, waty, drutu i szmatek, z których uszyłam sukienki. Wełny użyłam do ozdobienia ich włosami. Drut pozwalał na ładne układanie rąk i nóg naszych bohaterek, zwłaszcza gdy miały przybrać formę siedzącą. Teraz pozostało ich tylko cztery a te nie wyglądają już tak dobrze jak przed laty, ale cały czas są bardzo lubiane przez moje córki, zwłaszcza przez Elunię, która często się nimi bawi. Kiedy tak na nie spoglądam, obiecuję sobie któregoś dnia zrobić nowe. Oby móc tylko na to znaleźć czas....

I just had a quick look at different blogs and I noticed many handmade dolls on some of them. They are lovely and they are made by very talented hands. I remember myself and my handmade dolls from my childhood. I don’t have any pictures of them but believe me; they were not as beautiful like the ones I saw. My dolls were made from wool and I really enjoyed making them. But a few years ago I made some dolls- angels for our own Christmas tree. I didn’t use a sewing machine, only my hands. They were made from old tights, cotton wool, wire, some fabric for the dresses, and wool for hair. The wire allows moving the angel’s hands and legs. I had lots of them and I gave many of them to my friends. We still have four of them. They don’t look as good as they did a few years ago, but my daughters like them. Elzbieta likes playing with them. When I look at them I promise myself to make some more one day. If I only had more time…


piątek, 5 lutego 2010

Szydełkowy pies / Crochet dog

Zobaczcie, co dzisiaj dla was mam! Małego pieska! To jest mój szydełkowy pies, którego zrobiłam dla mojej córeczki Elżuni, ponieważ ona kocha te zwierzątka. Jeszcze jedna zabawka do przytulenia w łóżku. Jest on prosty do wyszydełkowania i jeśli chcesz, możesz zrobić sobie swojego własnego. Dzielę się z tobą moim schematem i mam nadzieję, że jest wystarczająco czytelny. Do dzieła!

Look, what I have for you today! A little dog. This is my new crochet dog. I have made him for my daughter Elzbieta because she loves dogs. One more dog to bed to sleep with. This dog is easy to make and, if you want, you can make your own. I’ll give you my patterns and I hope that you understand them. Let’s go crochet!






Mój piesek ma brązową mordkę, ponieważ zmieniłam kolor.
My dog has a brown muzzle, because I changed my mind.
Na koniec wszystkie części należy zszyć.
When you’ve made all the little bits and pieces, just sew them together.

wtorek, 2 lutego 2010

Szydełkowy zajączek /Crochet hare

Ostatnio przyszła mi ochota na zająca. Nie, nie mam na myśli zająca w śmietanie czy pasztet z tego ssaka, ale szydełkowego zajączka. Jego wzór pojawił się ostatnio w jednym z angielsko-języcznych szydełkowych pism, a ja już chyba tradycyjnie, wzorując się na nim, ale zmieniając to i tamto zrobiłam swojego własnego. Zresztą, nie będę was dzisiaj zamęczać czytaniem tylko sami obejrzyjcie poszczególne etapy powstawania mojej zajęczycy. Tylko jakie jej nadać imię?

Recently, I felt like making a hare. No, not a hare you can eat (in Poland, there are sometimes dishes made from hares), but a crochet hare. I saw a pattern for a little hare in one of my crochet magazines I bought. Traditionally, I used the pattern, changed this and that, and made my own. I will not bother you with loads of writing this time, but I hope that you will find the time to look at the pictures of it, and of how I made it. What should I call her?