czwartek, 27 maja 2010

Suszone kwiaty /Dried flowers



Czy lubicie kwiaty? Ja je uwielbiam. Mam ich sporo w moim małym ogrodzie i sprawia mi ogromną radość codzienne obserwowanie ich. Jestem taka szczęśliwa kiedy kwitną i strasznie nieszczęśliwa gdy widzę jak zjadają je ślimaki. Ale z kwiatami można robić wiele więcej rzeczy. Ja część z nich zrywam i suszę. W jakim celu? Mam mnóstwo pomysłów na wykorzystanie takich kwiatów. Można dodać je do robienia zakładek do książek, kartek czy kwiatowych obrazków. Obrazek poniżej nie jest moim dziełem ale to wynik zabawy mojej córci Eli. Ela poprzyklejała kwiaty na żółty karton i w ten sposób stworzyła swoją kwiatową kompozycję. Uwierzcie mi, jest to świetna zabawa dla dzieci: połączenie plastyki z botaniką. Teraz w okresie letnim możecie zbierać i suszyć wiele różnych kwiatów a potem, w długie zimowe wieczory kreować własne obrazki i wspominać gorące dni oraz różnorodność łąk i ogrodów. Gorąco polecam.

Do you like flowers? I love them. I have some in my small garden and I really enjoy looking at them every day. I am so happy when they bloom and I’m really unhappy when snails eat them. I do more with flowers. I cut some of them and dry them. What for? I have many ideas for them; we can use them to make lovely bookmarks, cards or pictures. I didn’t make the one below. My girl – Ela – made it. She stuck dried flowers onto yellow card and so created her own flowery collage. This is wonderful for children; art linked with flowers. Now, in the summer time you can cut and dry many different flowers and then, in the winter time create your pictures of hot days and colourful fields and gardens.

poniedziałek, 24 maja 2010

Zapomniane rzeczy /Forgotten things.

Dzisiaj przejrzałam moje foldery w komputerze i okazało się, że jest w nich kilka fotografii zrobionych z myślą o was, a całkowicie zapomnianych przeze mnie. To moje zaległości. Co my tutaj mamy???
Today I looked through my folders and it looks like there are a few pictures of things I made that I hadn’t put on here. What have we here?

Bransoletka, której tajniki robienia poznałam dzięki „Robótkowym szaleństwom”. Ta na zdjęciu jest zrobiona przez moją córkę.
A bracelet, which I made with the help of another blog called Robotkowe Szalenstwo and the one here was made by my daughter.


Szydełkowy kwiatek. Takie kwiaty służyły nam do robienia kartek urodzinowych.
A crochet flower. These flowers are used in making birthday cards.
Butelka z różami.
A bottle with roses.

Kolejna puszka po herbatkach dla niemowląt.
Another baby-tea can.
 Maki malowane dosłownie w biegu, niezbyt udane.
And a rushed picture of poppies that I did ages ago…

Zapraszam was także na wycieczkę do pięknej katedry w Gloucester, o której napisałam na moim drugim blogu - właśnie tutaj.

piątek, 21 maja 2010

Szydełkowa torebka na aparat fotograficzny /A crochet bag for camera

Na początku muszę się wam pochwalić podarkiem, jaki otrzymała moja córka, i o którym marzyła już od dłuższego czasu. Sliczny, różowy i bardzo prosty w użyciu aparat fotograficzny. W ramach nauki, moja córka robi zdjęcia wszystkiemu i każdemu. Zdjęcia jeszcze nie są takie jak powinny być, ale skoro moja pociecha potrafi zrobić nawet 300 ujęć dziennie, więc z każdym dniem stawać się będą lepsze i lepsze.

First of all, my daughter got a fantastic gift which she has dreamed of for a long time. A lovely, pink and very easy to use camera. Now, she’s learning how to take pictures of everything and everybody. They are not very good yet. She can take about 300 pictures per day. Every day, they get betterand better.

Niestety, aparat fotograficzny nie miał swojej torebki. Oczywiście mogliśmy ją kupić ale ja postanowiłam wyszydełkować specjalną torebkę dla Elusi i jej apartu. I zrobiłam to –oto ona;
Unfortunately this camera didn’t have a bag. We could’ve bought one but I preferred to make one. And I made it. This is it;


Szydełkiem wydziergałam torebkę –psa. Spójrzcie na jego uszy. Są to bardzo specjalne uszy – kieszenie na zapasowe baterie i inne ważne drobiazgi. Moja córcia jest bardzo szczęśliwa i obiecała zabierać „sprzęt” dosłownie wszędzie. Zastanawiam się tylko tak po cichu, czy czasem nie powinnam się zacząć tym martwić......przecież z mojej córki robi się rodzinny paparazzi.

I crocheted a dog-shaped bag for my daughter’s camera. Look at the ears of this dog. They are very special. They are the pockets for batteries and other small useful things. My girl is very happy and she promised to take the camera everywhere. Should I be worried? My daughter is going to be the family paparazzi.

poniedziałek, 17 maja 2010

Jeszcze raz o szydełkowej pelerynce/ Crochet cape (again)


Czy pamiętacie, że obiecałam wam jeszcze raz pokazać wyszydełkowaną przeze mnie pelerynkę, ale już na mojej córce? Pisałam o tym tutaj. Oto moja Ela.

Do you remember, I promised to show you my hand-made crochet cape on my girl (I wrote about it here).Here is the picture.

Oto Elunia w pelerynce



Zrobiłam Elżbietce stroik z żywych kwiatów
 
Moja Elunia właśnie była u Pierwszej Komunii Swiętej w angielskiej parafii. Cóż to był za cudowny dzień! Mieliśmy ładną, słoneczną pogodę. Jezus przyszedł do jej serduszka i mam nadzieję, że zostanie w nim na zawsze.
My Elzbieta has had her English First Holy Communion. What a wonderful day it was! Jesus came to her heart and I hope he will stay there forever. We had a fantastic, sunny day as well.

O tym jak dzieci są tutaj przygotowywane do Sakramentu Pierwszej Komunii Swiętej jak i o samej ceremonii napisałam na moim drugim blogu. Zapraszam.
I wrote about the preparation and the Communion ceremony on my second blog.

czwartek, 13 maja 2010

Szydełkowy krzyż i zaproszenie na mój nowy blog /Crochet cross and an invitation to my new blog

Witajcie! Dzisiaj będzie o szydełkowaniu, a dokładnie o szydełkowych krzyżykach –zakładkach do książek. Wierzcie mi, zrobiłam ich sporo, ale w domu nie mamy ani jednej takiej zakładki, bo wszystkie „rozbiegły” się jako małe podarki dla zaprzyjaźnionych osób. Dlaczego pokazuje je dzisiaj? Bo pomyślałam sobie, że teraz, kiedy mamy sezon na Pierwsze Komunie Swięte, to może ktoś z was będzie miał ochotę zrobić podobną i podarować dziecku jako dodatek do Biblii czy innej książki o tematyce religijnej. Nie pamiętam skąd mam ten wzór, ale jest w moim posiadaniu od długiego czasu, a dzisiaj dzielę się nim z wami.

Hi! Today a little crochet. The crochet crosses –bookmarks. I made many bookmarks like these and I don’t have any more at home. I gave everything away to different friends as small gifts. Why do I want to show you these bookmarks? Because, now it’s First Communion season and maybe some of you would like to make a bookmark like this and give to a child along with a Bible or another book. I don’t remember where I got this pattern from. I’ve had it a long time and today I’ll share it with you.


Mam przyjemność zaprosić was do mojego drugiego blogu i mam wielka nadzieję, że będzie on pracował poprawnie. Dlaczego mam nowy blog? Czy kiedykolwiek wspominałam wam, że kocham pisać? Pisze bardzo dużo. W zasadzie przez cały dzień chodzę a potem kładę się spać z notatnikiem w zasięgu ręki. Przede wszystkim piszę z myślą o dzieciach, ale nie tylko. Mój nowy blog ma jakby opowiadać o moim życiu tutaj, w Anglii. Już dawno temu wielu z moich przyjaciół, którym czasami wysyłałam opisy tego, co tutaj doświadczałam zachęcali mnie do założenia tego rodzaju bloga. I w końcu zrobiłam to! Pragnę dzielić się z wami moim obserwacjami tego ciekawego kraju. Tym, co wydaje mi się interesujące zarówno w historii Wielkiej Brytanii, jak i w kulturze, w bogactwie tutejszych tradycji, przyrodzie czy ludziach, których miałam okazję spotkać, rozmawiać z nimi, pracować i wymieniać wiadomościami na temat naszych krajów. Mam nadzieję, że również ty będziesz moim częstym gościem a czytanie moich wpisów zainteresuje cię i pozwoli ci spojrzeć na kraj, w którym przyszło mi obecnie mieszkać innym wzrokiem. Wszystkich was serdecznie zapraszam tutaj ”Rejsem na wyspę” i liczę na dzielenie się słowem w komentarzach.

Now it’s my pleasure to invite you to my second blog and I hope this one will be work properly. Why do I have new blog? Did I say that I love to write? I write a lot. Generally I walk and sleep with a notebook within my arms’ reach. I write many different stories for children, but not only. My new blog is about my life here in England. Some of my friends who read a little of my experiences here encouraged me to start this blog. At last, I did it. I would like to share my own views of Great Britain with you. History, culture, people, nature, tradition… everything I think is interesting. Be my guest and I hope you enjoy it. I write this blog in polish but I put in a translator, which can help you understand my words especially for you. Everybody is welcome here; Rejsem na wyspe ( to the island by cruise).

piątek, 7 maja 2010

Pani królik /Lady rabbit

Spójrzcie na mojego króliczka. Uszyłam go dla mojej średniej córki, która kocha wszelkie zabawki robione przeze mnie. Srodek zabawki wypełniłam zawartością starej antyalergicznej poduszki, co ułatwi jej pranie. Niestety, zabawki musimy prać dość często, gdyż moja córcia uwielbia je mieć zawsze blisko siebie, bez względu na miejsce, w którym się znajduje; w parku, w podróży ,w ogrodzie czy w kuchni...? Możecie sobie wyobrazić jak wyglądają po tygodniu takich przygód??? Mam starą maszynę do szycia i tak naprawdę jej nie lubię, bo nie pracuje tak, jakbym tego sobie życzyła, dlatego więcej szycia przy tym króliczku musiałam wykonać ręcznie. Dobrze, moi drodzy –czas by przedstawić wam panią królik. Oto ona.

Look at my rabbit. I sewed it for my middle girl; she loves the toys I make. I used different colours of cotton fabric. For the inside I used the contents of my old pillow so in the future it will be easier to wash. Unfortunately we need to wash the toys very often because my girl loves to take some of them everywhere with her; to the park, on a journey, in the garden, in the kitchen… Can you imagine what they look like after one week??? I have an old sewing machine and that I don’t really like. It doesn’t work very well and I had to make some things by hand. Ok guys –this is lady rabbit!

wtorek, 4 maja 2010

Nadeszły słonie /The elephants have come

Trawało to długi czas, dokładnie rok zanim wreszcie namalowałam na jednej ze ścian w salonie to - o czym dziś postaram się napisać. Rok temu odnawialiśmy nasz dom i przy tej okazji pomalowałam ściany w pokoju jednej z córek w różne zabawne stworki, o czym pisałam tutaj. Ale mój mąż i ja chcieliśmy również ozdobić jedną ze ścian w salonie. Właśnie teraz – po 12 miesiącach odwlekania zrobiłam to! Hurrrra! Wreszcie! Jestem bardzo szczęśliwa! Smiało mogę stwierdzić, że miałam wczoraj szczęśliwy dzień. Wprawdzie pogoda była paskudna; 5 minut deszczu, 5 minut słońca, 5 minut deszczu i tak bez końca, za to mój ukochany był z nami w domu, to znaczy, że Zosia miała wspaniałego kompana do zabawy, nauki chodzenia i kogoś, kto mógł ją obserwować i pilnować przez cały dzień, co spokojnie pozwoliło mi oddać się „sztuce” i namalować to i owo na wcześniej wspomnianej ścianie. Rezultat??? Hm.... mnie się podoba. Jestem taka dumna. Mojej rodzince także bardzo się podoba. Pokój znów wygląda jakoś inaczej i wszystko co stworzyłam pędzlem i farbą pasuje do jego wystroju i kolorystyki. Strasznie lubię malować po ścianach. Fotografia niestety nie ukazuje dokładnie kolorystyki ściany, ale ogólnie moje artystyczne „dzieło” wygląda tak;

After a very long time –about one year –I painted one of the walls in our living room. One year ago we redecorated the house and I painted the walls in my daughter’s room, but I wrote about this here already. My husband and I wanted to decorate a wall in the living room in my special way too. And now –after 12 months I did it. Hooray!!! At last! I am very happy! I can say – yesterday was a lucky day, because the weather was terrible; 5 minutes it was sunny then 5 minutes of rain, and my husband was there at home, that means that Zosia had got a very good company to play with, learn to walk with and somebody who looked at her non- stop so I was able to paint this wall. Result? I like it. I’m really proud of it. My family like it as well. The room looks different and everything what I painted fits in with the theme of the place. I love painting walls very much. These photos show very little different colours but generally my work of art looks like this:



niedziela, 2 maja 2010

Biała szydełkowa pelerynka /White crochet cape

Wreszcie skończyłam szydełkowanie białej pelerynki dla mojej córki, która lada chwila przystąpi do Pierwszej Komunii Swiętej. Zasadniczo pracy było na 3, może 4 dni, ale ostatnio u mnie bardzo krucho  z czasem, więc wydzierganie jej zajęło mi dość dużo czasu. Dziergałam codziennie odrobinę. I jest!!! Ela przystąpi do sakramentu Pierwszej Komunii Swiętej dwa razy. Pewnie jesteście zaskoczeni? Niektóre dzieci, zwłaszcza te, które pobierają naukę w angielskich szkołach katolickich, przystępują do Pierwszej Komunii Swiętej razem ze szkołą, tak jak moja Elunia. Ale my mamy to szczęście, że w naszym mieście jest polski kościół, tak też nasza Ela będzie mieć zaszczyt przystapić do tego sakramentu po polsku i według polskich pięknych tradycji i niezwykle uroczystej oprawy. Pelerynkę wyszydełkowałam na angielską uroczystość. Gdyby pogoda zakaprysiła w dniu polskiej uroczystości nie szczędząc nam zimna, Ela ubierze ją również wtedy. Wstępnie myślałam o zrobieniu jakiegoś ładnego sweterka lecz mojemu mężowi udało się namówić mnie na pelerynkę. Zakupiłam 40dkg dość grubej wełny i niestety przeliczyłam się. Potem dokupiłam jeszcze 30dkg i starczyło. Na styk. Ela wygląda w tej pelerynce jak królowa. Bardzo chciałam wam pokazać ów pelerynkę i oczekuję od was szczerych opinii za które bardzo dziękuję.

At last, I have finished the crochet cape for my daughter’s First Holy Communion. This is enough work for 3 maybe 4 days but because I don’t have enough time, it took me quite a while to finish. I did a little every day. Ela is going to her First Communion twice. Are you surprised? Some children, especially those who go to Catholic schools go to their First Holy Communion with their school, like my Elzbieta. But we have also our polish parish in the town where we live and my girl is going there as well. I made the crochet cape for her “English” Communion but if it’s horrible and cold on the day of her polish communion we will use it as well. I did think about making a lovely white cardigan but my husband persuaded me to make a white cape. First I bought 400g of thick wool, but it wasn’t enough and then I bought 300g more and I used everything. She looks like a queen in it. Now, I would like to show to you this cape and I wait for your sincere opinion.


No proszę-a ślimaki na dobre rozbestwiły się w moim ogrodzie. Niektóre z nich codziennie rano sprawdzają temperaturę powietrza.

This is it – a snail checking the temperature of my garden.