czwartek, 28 stycznia 2016

Aby nam ciepło w głowę było....

Witajcie!

Po wielu już dzisiejszych obowiązkach, mogę wreszcie na momencik przysiąść do komputera i ponownie spotkać się z wami przy kawie i blogu. Kawa wprawdzie już zimna, ale taką też lubię.

W tym sezonie zimowym zrobiłam kilka szydełkowych czapek. Niestety, sfotografowałam tylko trzy, czyli te, które zostały w domu, bo były zrobione dla mnie i Eli, mojej córki. Tak w ogóle to nie lubię chodzić w czapkach, ale w tym roku pokonałam własną niechęć do nich i rzeczywiście, kiedy tylko pogoda wydaje mi się zbyt zimna na to, by wybiegać z domu z odkrytą głową, nakładam czapkę. Człowiek jak widać mądrzeje na starość, a czapka to fantastyczna ochrona. Kto wie, może właśnie dzięki nim w tym roku nie miałam poważnych przeziębień i chorych zatok? I oby tak zostało. Wam też życzę ciepła i zdrowia! Trzymajcie się cieplutko!


To jest czapka Eli. Czemu czarna? Bo w ich szkole wszystko musi pasować do uniformu, nawet czapka.


Niestety, kolor czerwony jest bardzo specyficzny jeśli chodzi o fotografię. Zawsze wychodzi jakby inny niż jest w rzeczywistości.

Moja ulubiona z czapek. Zrobiona specjalnie pod kolor kurtki.

niedziela, 24 stycznia 2016

Pod natchnieniem osobników zwanych Muminkami.

Witajcie!

Jak wam mija niedziela? Oprócz tego, że szybko, mnie niedziela upływa w miłej rodzinnej atmosferze. Tak jak lubię: rano na Eucharystii, a potem z kawą lub herbatą przy robótkach, dobrej książce, czasem przy telewizorze lub na spacerze, na zabawie z dziećmi...itp. Rodzinna niedziela.  

Tydzień temu, w niedzielę, zainspirowana książką, którą ostatnio codziennie czytam mojej córce - Zosi, oraz pod wpływem wspomnień z dzieciństwa, kiedy to Tove Jansson  "zahipnotyzowała"  mnie serią opowieści o Muminkach - powstała we mnie myśl, by stworzyć kilka zakładek do książek właśnie z Muminkami. Ponieważ lubię takie rzeczy tworzyć od podstaw, postanowiłam spoglądając na obrazek, sama sobie rozrysować wzór i wyhaftować Muminki. 
Pełna optymizmu i zapału w jednej chwili zabrałam się do pracy. Ależ to była przyjemność! Choć wcale nie łatwa. I tak powstała ta oto widoczna na zdjęciu zakładka. Przyznam się, że kolejna, taka sama, tylko na białym tle jest na ukończeniu, a kolejny wzór na zakładkę z Muminkami już wymalowałam. Mam ochotę stworzyć kilka różnych zakładek z Muminkami w roli głównej. A potem... Ciiiii... sami zobaczycie ;). Pomysłów mam mnóstwo, plany są ogromne. Nie ukrywam, mam wielkiego "bzika" na tle książek i bajek dla dzieci i wiecie co - dobrze mi z tym. Dzięki nim, wciąż gdzieś wewnątrz serca jestem pełnym marzeń i fantazji dzieckiem. Może dlatego tak bardzo kocham dzieci, uwielbiam z nimi pracować i z myślą o nich tworzyć i pisać. A wam polecam Muminki: te książkowe, jak i filmowe. Jedne i drugie poprawiają nastrój i powodują, że człowiek mimowolnie uśmiecha się pod nosem. Pozdrawiam serdecznie.

piątek, 22 stycznia 2016

Zima czy wiosna?

Witajcie kochani!

Chyba zapomniałam wam napisać, że w ostatnią niedzielę przez kilka godzin mieliśmy białe szaleństwo. Śnieg delikatnie okrył tutejszy świat. Szczerze mówiąc, śniegu było tylko trochę, ale i tak wystarczyło by tutejsze dzieci, spragnione białego puchu, oszalały na jego punkcie. Mimo tej marnej ilości śniegu, w mojej okolicy powstało wiele bałwanów. Poprawię się - bałwanków. Miniaturowych bałwanków. Śnieg prędko zniknął, potem mieliśmy dwa dni z piękną i mroźną pagodą, a od dziś - czekamy na wiosnę. Jest wilgotno, ale temperatura rośnie i jeśli wierzyć wszelkim pogodynkom, w niedzielę, jak na tę porę roku, ma być wyjątkowo ciepło, nawet do 15oC.  Na pewno przyroda się bardzo ożywi. Zresztą ptaki już głośno i wiosennie śpiewają. Tak czy siak - byle do wiosny!

Powracając do świata kolorów i domowej twórczości, chciałam wam zaprezentować dwie kartki, jakie zrobiłyśmy dla babć i dziadka. Nie mogły być zbyt obfite w przeróżne cudne dodatki, bo wysyłałyśmy je pocztą. Ale na pewno zrobione są z sercem.

 
 
Jeszcze "pomęczę" was kulinarnie. Ostatnio "wpadł mi w oko" przepis na chleb z dodatkiem kwasu z ogórków kiszonych. Wypróbowałam go i... całkiem, całkiem. Chleb zniknął dość szybko, co znaczy, że mojej rodzinie smakował. Bardzo łatwo się go robi, pięknie rośnie i ze swoim lekkim posmakiem kiszonych ogórków smakuje ciekawie i dobrze. Przepis znajdziecie na tej stronie, na której sama go znalazłam.
 
 
Życzę wam pięknej soboty i błogosławionej niedzieli!

P.S. Donoszę, że pogodynka chyba się nie myliła. Właśnie zaświeciło piękne i już ciepłe słońce.

środa, 20 stycznia 2016

Pachnąco i trochę nie o mnie...

A jeśli nie o mnie, to o kim?
O Eli, mojej jednej z trzech ukochanych córek.
Dlaczego właśnie o Eli?
Bo ostatnio Ela odkryła w sobie nową pasję. Ela próbowała już wielu rzeczy; filcowania, haftowania, szycia i wszystko to jej całkiem dobrze szło, ale też bardzo szybko ją nudziło. Bo do niektórych rzeczy musi zwyczajnie dorosnąć i dojrzeć. Ale w grudniu, jej myśli "rozpaliły" świeczki. Bardzo chciała spróbować sztuki robienia świeczek. Św.Mikołaj podsłuchał Elżbietowe myśli i przyniósł jej pierwszy w życiu zestaw do robienia świec. Sprawił jej tym ogromną radość. I od tej pory oraz po zakupie kilku dodatków, w każdą niedzielę Ela tworzy świece. Czasami pomaga jej przy tym tatuś. Roztapiają parafinę, barwią, dodają zapachy i formują świece. Z własnego dzieciństwa pamiętam domową produkcję zniczy przed Dniem Wszystkich Świętych, ale to były czasy zupełnie inne od dzisiejszych. Wówczas znicze były otwarte i na ogół w gipsowych miseczkach. Z tych moich dziecięcych wspomnień zostały jakieś okruszki wiedzy, które dziś przydały się mojej Eli do tworzenia własnych świec. Bardzo mnie cieszy, kiedy widzę jak moje córki garną się do wszelkiego rodzaju robótkowania. Staram się je do tego zachęcać. Ja lubię wszelkiego rodzaju prace ręczne i lubię się uczyć nowych rzeczy (ostatnio ćwiczę frywolitkę). W dzisiejszych czasach jakby powoli powraca moda na robótkowanie. To wspaniały sposób na relaks, walkę ze stresem, a radość ze zrobienia czegoś jest bezcenna, nie wspomnę już o tym, że prace zrobione własnym pomysłem i ręcznie, to prace naprawdę robione sercem, często z bardzo dobrej jakości  materiałów. Najczęściej są piękne oraz często bardzo orginalne. To prace wyjątkowe! I wyjątkowe są pierwsze pachnące świece mojej Eluni. Pozdrawiam z okolic płomyka wieczornej, pachnącej świecy.

Oto świece o zapachu różanym. Użyłyśmy do ich produkcji mojej starej silikonowej foremki do ciastek.



A to świece zrobione w formach z zestawu dla początkujących, ale o zapachu rewelacyjnym - truskawkowym.

poniedziałek, 18 stycznia 2016

To może teraz coś na ząb?

Witam was bardzo serdecznie!

Trudno uwierzyć, ale jesteśmy już w drugiej połowie stycznia! Chyba nigdy nie przestanę się dziwić - jak szybko ten czas umyka. Wydaje mi się, że z wiekiem coraz bardziej go cenię i z dnia na dzień próbuję go wykorzystać maksymalnie i jak najlepiej potrafię. Każda minuta życia jest niepowtarzalna i cenna. Bardzo cenna...

Nie było mnie tu około tygodnia, ale to nie znaczy, że w moim życiu nie działo się nic ciekawego. Każdy dzień jest na swój sposób ciekawy, a zarazem twórczy. Były faworki! Faworki to jest to, obok czego nie potrafię przejść obojętnie. Zawsze je robię w karnawale. Taka rodzinna tradycja. Choć muszę uczciwie przyznać, że w tym roku w tworzenie faworków bardzo aktywnie zaangażowała się moja średnia córeczka, Ela. Wałkowała, wycinała, przekładała, potem już usmażone faworki posypywała cukrem pudrem. Jest nadzieja, że rodzinna tradycja foworkowania przetrwa. Od lat nasze faworki robimy według tego samego przepisu, ze sporą ilościa żółtek i tak zwanym "biciem ciasta". Oj, można sobie poużywać na tym faworkowym cieście! Przepis na te wyjątkowe faworki umieszczałam tutaj, na tym blogu wiele lat temu. Możecie go znaleźć w tym miejscu. Uwierzcie mi, te faworki są REWELACYJNE.

 
Na zdjęciu powyżej oprócz faworków widnieje też ciasto waniliowe z białek. Zawsze po faworkach zostawało mi sporo białek, z których najczęściej robiliśmy kokosanki, ale w tym roku postanowiłam wypróbować przepis na ciasto z samych białek. Przepis ten spisałam dawno temu chyba z jakiejś gazety, a może z internetu....nie pamiętam. Muszę wam powiedzieć, że ciasto jest bardzo smaczne. Na początku wydawało sie suche, ale na drugi dzień nabrało takiej wyjątkowej wilgotności oraz puszystości, że zjadało sie go z nieukrywaną przyjemnością. Przy następnej okazji, zrobię z tego ciasta spody do tortu, bo mam przeczucie, że to ciasto świetnie się będzie do tego nadawać.
 
Ciasto z białek
 
Potrzebujemy:
 
9-10 białek z dość dużych jajek,
około 120g roztopionego masła lub margaryny do ciast,
1 opakowanie cukru waniliowego,
około 150g cukru,
180g przesianej mąki pszennej,
szczypta soli,
1 łyżeczka proszku do pieczenia,kilka kropel aromatu waniliowego.
 
Z białek należy ubić sztywną pianę, a potem stopniowo i delikatnie do niej dodawać wszystkie pozostałe składniki, cały czas ubijając, tylko na mniejszych obrotach.
W zależności od potrzeby ciasto możemy upiec w wyłożonych papierem do pieczenia keksówkach lub w tortownicy.
Ciasto wstawiamy do nagrzanego do 180oC piekarnika i pieczemy około 50 minut. Po wyjęciu najlepiej zostawić na kilka godzin, aż nabierze swojej wilgotności.
Jak ktoś lubi, można posypać cukrem-pudrem.
Smacznego!
 
 
 
 

sobota, 9 stycznia 2016

Krecikowa zaległość

Witam wszystkich bardzo serdecznie,

Pierwszego szydełkowego Krecika zrobiłam cztery lata temu i pisałam o tym na blogu ( tutaj ). Moja córeczka, Zosia bardzo go polubiła, podobnie jak rysunkowe bajki o tym sympatycznym stworzeniu. Wiele osób pisało do mnie z pytaniami o wzór. Tak mi przykro, ale ja większość szydełkowych zabawek robię bez wzoru, tylko patrząc na zdjęcie. Pod koniec listopada znów sięgnęłam po okładkę filmu rysunkowego o Kreciku, ponownie wpatrując się w obrazek zrobiłam Krecika, który stał się zabawką pewnego chłopca.  Właśnie znalazłam zaległe zdjęcie, więc z wielką przyjemnością zaprezentuję wam mojego ulubieńca. Oto on:

 
Ale może rzeczywiście powinnam wreszcie spisać ten wzór...?
Pozdrawiam was serdecznie.

środa, 6 stycznia 2016

Trzech Króli z kalendarzem w tle

Witajcie!

Dziś całym sercem przeniosłam się do Polski. Dzięki telewizji polskiej mogę uczestniczyć w tych wielobarwnych, uroczystych i wesołych orszakach Trzech Króli. Wiem, że jest to całkiem jeszcze nowa polska tradycja, ale jakże wspaniała! Wspaniale, że Uroczystość Objawienia Pańskiego w Polsce jest dniem wolnym od pracy, dniem bardzo rodzinnym i świątecznym. U nas dziś jest zwykła, pracująca środa... trudno  tutaj dostrzec ważność tego dnia. I w dodatku ten mrozik i śnieżek w Polsce. Bajecznie!

Ponieważ z wiekiem robię sie coraz bardziej sentymentalna i coraz częściej wspominam oraz zachwycam się tym wszystkim, co przypomina mi moje dzieciństwo, to chyba nikogo nie zdziwi, że
w tutejszym polskim sklepie kupiłam sobie  taki mały kalendarz z wyrywanymi każdego dnia kartkami. Pamiętam takie kalendarze z własnego domu i z domu moich sąsiadów. Na każdej kartce zawarte są najważniejsze wiadomości, data, imiona solenizantów, jakieś wspomnienie historyczne lub przysłowie, a na drugiej stronie różne bardzo ciekawe dodatki. Jak pojawił się jakiś przepis kulinarny, to na ogół wędrował do teczki lub specjalnego zeszytu. Takie kalendarze najczęściej wieszało się na ścianie w widocznym miejscu w kuchni. Kupiłam kalendarz i przypomniałam sobie, że gdzieś na strychu widziałam taką specjalną deseczkę do tego typu kalendarzy. Musiałam ją chyba kiedyś kupić w Polsce? A może ktoś mi ją dał? Nie pamiętam.... Przeszukałam strych i znalazłam. Znalazłam też farby akrylowe, z których już dawno nie korzystałam i spory stosik serwetek do decoupage. Wymalowałam deskę, ponaklejałam wycięte z serwetek elementy, potem domalowałam różne ozdobniki, polakierowałam i już mam. Kalendarz przymocowałam do deseczki i jeszcze dziś znajdzie swoje miejsce w moim kuchennym królestwie. I jakaż piękna dziś data. Pozdrawiając was serdecznie dodam:

Christus Mansionem Benedicat
C+M+B 2016
Chryste błogosław temu domowi -waszemu domowi!


poniedziałek, 4 stycznia 2016

Było pięknie, nastrojowo, kolędowo....

Witajcie w Nowym Roku!

Jakże piękny to był czas, ten czas urodzin Jezusa! Te często męczące przygotowania od strony kulinarnej, porządkowej, zakupowej poszły w niepamięć wraz z przełamaniem się z najbliższymi opłatkiem. Cudny czas najpiękniejszej w roku nocy. Wyciszenie serca, zaduma duszy, zamyślenie nad świętą nocą, pochylenie się nad cudem życia, nad cudem narodzin Boga. Cóż może być piękniejszego od takiego Bożego Daru dla świata? Móc tylko umieć głębiej wniknąć w tę tajemnicę i mocniej, mocniej, mocniej ją docenić...

Nie ma piękniejszej tradycji na świecie, od naszej polskiej Wigilii. Gdzie zapach ciast, ryb, kapusty, pierników i żywej choinki miesza się z tonem polskich kolęd i pastorałek. W tym roku w naszym domu kolędy rozbrzmiewały w wyjątkowy sposób. Nie tylko przy okazji Wigilii, ale poprzez cały ten świąteczny czas. Postanowiliśmy z naszymi przyjaciółmi spędzić nieco inaczej święta niż "za stołem". Urządziliśmy w naszym domu rodzinne spotkanie kolędowe. Wprawdzie stół był, tylko ze względu na ilość ludzi powędrował do kuchni i stał się bufetem samoobsługowym. Każdy z uczestników spotkania zapełnił stół pysznym jedzieniem, ciastami, i to tak, że uginał się od nadmiaru smakołyków. Nasz salon wypełnił się do granic możliwości naszymi znajomymi i ich dziećmi. Oprócz tego znalazło sie miejsce na pianino, bęben, gitarę, flet, dzwonki, grzechotki itp. Przez kilka godzin rozbrzmiewały u nas kolędy. Śpiewaliśmy wszyscy i chyba wszystko co było możliwe do wyśpiewania na temat Nocy Cudu. Postanowiliśmy kontytuować tę naszą nową tradycję rodzinnego kolędowania z przyjaciółmi w kolejnych latach, a za każdym razem spotykać się u kogoś innego w domu. Dawno w tak cudowny sposób, w tak ciepły i mimo, że wszyscy nie jesteśmy ze sobą spokrewnieni - to w tak rodzinny sposób nie spędzałam świąt Bożego Narodzenia! Na chwałę Pana!

Święta minęły, rok 2015 odpłynął na karty przeszłości, a jaki będzie ten Nowy? Ten 2016 rok?
Ja patrzę w świat bardzo optymistycznie: wierzę, że będzie to bardzo dobry rok. Jak co roku mam wiele planów i chęci, tylko teraz naprawdę muszę się postarać choć część z nich zrealizować.  Z moich planów wynika jedna podstawowa myśl- będę bardzo zajęta.  Na pewno od strony wiary, będzie to Rok Miłosierdzia, którego bardzo potrzebuję dla siebie i moich bliskich i którego życzę wszystkim, których znam. Bardzo pragnę być bliżej Jezusa, bo na własnym życiu przekonałam się, że życie bez Jezusa, choćby najciekawsze, nigdy nie będzie życiem w pełni. Warto rzucić się w ramiona Tego ostatnio narodzonego dla nas Jezusa i Mu całkowicie zaufać! Chciałabym też więcej kochać. Tak, tak -kochać. Bo choć kocham moją rodzinę całym swoim sercem, to wiem, że bywają takie dni, kiedy moi najbliżsi zbyt dużo miłości ode mnie nie doświadczają. To takie dni, których musi być jak najmniej, albo w ogóle ich nie być. Bo rodzina - to najwspanialszy prezent od Boga jaki dostałam. I ten prezent, to skarb największy, o który trzeba codziennie walczyć, dbać, przytulać, pocieszać, kochać i spędzać z nim czas. Marzę też o tym, by więcej działać artystycznie. Często jest wiele czynników, także zdrowotnych, które czasami mnie ograniczają, ale obiecałam sobie, będę waleczna. Mam strasznie dużo planów i jeszcze więcej pomysłów. Czy sie uda je zrealizować? Oczywiście, że tak! Przynajmniej większość!
Ciekawa jestem jakie są wasze noworoczne postanowienia i przemyślenia?

Życzę wam, byście patrząc optymistycznie na życie, zawsze wierzyli w siebie i dążyli do swoich celów pracą, uczciwością i z uśmiechem! By udało wam się zrealizować wiele z waszych postanowień i planów! I kochajcie! Miłość uskrzydla!

Kilka wspomnieniowych zdjęć :)
 








 
A w naszym mieście w Boże Narodzenie była cisza i pustka.