Znów mamy weekend! Czasami trudno mi w to uwierzyć jak ten czas szybko płynie! Widać to na przykładzie dziś pokazywanego przeze mnie obrazka. Próbuję go wam pokazać już od czerwca, ale ciągle mówiłam sobie –następnym razem i tak właśnie uciekły trzy miesiące. Dziś już nie ma mocnych –czas na malowany na szkle obrazek. Moim zdaniem najodpowiedniejszym dla niego miejscem jest kuchnia. A co wy o tym sądzicie?
The weekend has come again! Sometimes I can’t believe how quickly time flies! For example, I’ve been trying to show you this picture since June, because I painted it in June. But I was always saying to myself –next time and……. Three months have gone. OK –this is the time for my picture. I think this glass painted picture looks best in the kitchen. What do you think?
sobota, 11 września 2010
niedziela, 5 września 2010
Malowane kamienie/ Painted stones
Byliście kiedykolwiek w Barry? Nie? Napisałam co nieco o tym miejscu na moim drugim blogu – właśnie tutaj. Dlaczego piszę o Barry, a zwłaszcza o plaży w Barry? Przyczyna jest prosta; wczoraj, malując z moją córką kamienie przypomniało nam się to miejsce. Malowane kamienie były jakby pamiątką z tej miejscowości.
Have you been to Barry? No? I wrote about this place on my second blog –just here. Why am I writing now about Barry, about the beach in Barry? Because when I was painting stones yesterday with my daughter, we remembered that place. We took a few stones from there.
Kamienie są świetnym materiałem do zabawy dla dzieci i dorosłych. Oczywiście nie do rzucania, ale do malowania. Mogą być interesującą dekoracją ogrodu, a nawet domu. Farby akrylowe nadają się do tego najlepiej. Kiedy nasze „kamienne dzieła” wyschły, polakierowaliśmy je lakierem bezbarwnym. Malowanie kamieni sprawiło nam ogromną radość, a teraz zajęły należne im miejsce w ogrodzie. Zresztą obejrzyjcie je sami. Co o nich myślicie? Myślicie, że słusznie moja najmłodsza pociecha polubiła jeden z nich- biedronkę?
Stones are lovely material for playing for children and adults. Not for throwing, but for painting. They can be lovely decorations in the garden or in the house. Acrylic paints are best. After painting and drying we varnished them. We really enjoy painting. They are now in the garden. Look at them. What do you think about them? Do you think my youngest girl is right to like one of them best – a ladybird?
Have you been to Barry? No? I wrote about this place on my second blog –just here. Why am I writing now about Barry, about the beach in Barry? Because when I was painting stones yesterday with my daughter, we remembered that place. We took a few stones from there.
Kamienie są świetnym materiałem do zabawy dla dzieci i dorosłych. Oczywiście nie do rzucania, ale do malowania. Mogą być interesującą dekoracją ogrodu, a nawet domu. Farby akrylowe nadają się do tego najlepiej. Kiedy nasze „kamienne dzieła” wyschły, polakierowaliśmy je lakierem bezbarwnym. Malowanie kamieni sprawiło nam ogromną radość, a teraz zajęły należne im miejsce w ogrodzie. Zresztą obejrzyjcie je sami. Co o nich myślicie? Myślicie, że słusznie moja najmłodsza pociecha polubiła jeden z nich- biedronkę?
Stones are lovely material for playing for children and adults. Not for throwing, but for painting. They can be lovely decorations in the garden or in the house. Acrylic paints are best. After painting and drying we varnished them. We really enjoy painting. They are now in the garden. Look at them. What do you think about them? Do you think my youngest girl is right to like one of them best – a ladybird?
środa, 1 września 2010
Szydełkowe gwiazdki/Crochet snowflakes
Widziałam wczoraj w telewizji, że w polskich górach już jest śnieg. Tymczasem ja cieszę się, że mamy już wrzesień, bo na ogół wrzesień i październik na wyspach to miesiące ciepłe i słoneczne. Przynajmniej w rejonie gdzie ja mieszkam. A ja kocham taką ciepłą końcówkę lata i początek jesieni. Ale mam świadomość, że święta Bożego Narodzenia są coraz bliżej (zresztą nie pozwalają o tym zapomnieć reklamy i sklepowe półki) i już z myślą o nich zrobiłam porcję śnieżynek. Na zamówienie. Choć tak się zdarzyło, że te akurat zostaną w domu. Dlaczego? No właśnie... Nie wiem czy wy miałyście kiedyś problem ze szpilkami? Te, które ja użyłam do upinania gwiazdek pozostawiły na nich brudne ślady. Nie jakieś tam wielkie ale jednak. Strasznie mnie to zdenerwowało. A tu proszę, moja genialna córka ździwiła się, że ja do takich rzeczy nie wykorzystuję wykałaczek. I dzisiaj wykałaczki poszły w ruch oto dowód.
Mam do was jeszcze prośbę. Kupiłam w kraju Ługę, która służy do krochmalenia, ale nie wiem, a producent zapomniał napisać na opakowaniu, jak się krochmali za pomocą tejże ługi. Czy mógłby mnie ktoś z was uświadomić? Byłabym wdzięczna. Tymczasem usztywniałam gwiazdki za pomocą kleju (PVA glue) z wodą. Wyszły nieźle. Wszystko zależy od tego ile dodamy kleju a ile wody. Ja staram się robić tak pół na pół. Choć jeśli chodzi o gwiazdki może powinno być jednak troszkę więcej kleju, ale dla aniołków czy dzwonków wystarczy. Oto moje gwiazdki.
I make the snowflakes stiff with the help of PVA glue mixed with water. They came out quite well. It depends on how much glue you use, compared with the amount of water. I try to do half and half, although I think I should add a little more glue to the snowflakes, but it should be enough for angels and bells. Here are my snowflakes.
Muszę się z wami podzielić moim odkryciem. Będąc w Polsce zakupiłam nici (no dobra –bądźmy szczerzy –mnóstwo nici). Cenowo wychodzi różnie, ale jednak w Ojczyźnie jest ogromny wybór. Aniołki i gwiazdki dobrze się robi bawełną o nazwie „Monika”. Ale moim największym odkryciem są wyroby firmy "Ariadna" z Łodzi. Co za nici! Jaka kolorystyka! I cena nie powala z nóg! Polecam!
In Poland I bought quite a lot of thread that is perfect for crochet (Ariadna). There are so many beautiful colours to choose from.
A na zakończenia dzielę się z wami kilkoma wzorkami gwiazdek.
Here are a few crochet patterns for snowflakes.
I know that there’s snow already in the Polish Mountains. Meanwhile, I’m happy it’s September, because September and October tend to be quite warm and sunny on the British Isles. At least, it is where I live. I love a warm end to summer and the start of autumn. However, I’m aware that Christmas is coming ever closer (different adverts and shops won’t let me forget anyway) and so I made some crochet snowflakes. For someone. But they’re staying at home, because the pins I used went rusty and left stains on them. Not big, but still. It made me very angry. Yet my genius daughter was surprised that I don’t use wooden toothpicks for that sort of thing. And so, the toothpicks went to work.
Mam do was jeszcze prośbę. Kupiłam w kraju Ługę, która służy do krochmalenia, ale nie wiem, a producent zapomniał napisać na opakowaniu, jak się krochmali za pomocą tejże ługi. Czy mógłby mnie ktoś z was uświadomić? Byłabym wdzięczna. Tymczasem usztywniałam gwiazdki za pomocą kleju (PVA glue) z wodą. Wyszły nieźle. Wszystko zależy od tego ile dodamy kleju a ile wody. Ja staram się robić tak pół na pół. Choć jeśli chodzi o gwiazdki może powinno być jednak troszkę więcej kleju, ale dla aniołków czy dzwonków wystarczy. Oto moje gwiazdki.
I make the snowflakes stiff with the help of PVA glue mixed with water. They came out quite well. It depends on how much glue you use, compared with the amount of water. I try to do half and half, although I think I should add a little more glue to the snowflakes, but it should be enough for angels and bells. Here are my snowflakes.
Muszę się z wami podzielić moim odkryciem. Będąc w Polsce zakupiłam nici (no dobra –bądźmy szczerzy –mnóstwo nici). Cenowo wychodzi różnie, ale jednak w Ojczyźnie jest ogromny wybór. Aniołki i gwiazdki dobrze się robi bawełną o nazwie „Monika”. Ale moim największym odkryciem są wyroby firmy "Ariadna" z Łodzi. Co za nici! Jaka kolorystyka! I cena nie powala z nóg! Polecam!
In Poland I bought quite a lot of thread that is perfect for crochet (Ariadna). There are so many beautiful colours to choose from.
A na zakończenia dzielę się z wami kilkoma wzorkami gwiazdek.
Here are a few crochet patterns for snowflakes.
sobota, 28 sierpnia 2010
Szydełkowa zakładka do książki/Crochet bookmark
Tą szydełkową zakładkę zrobiłam tuż przed wakacjami. Użyłam do jej dziergania bardzo cienkich nici bawełnianych, co sprawiło, że zakładka jest bardzo delikatna. Jeśli ktoś z was miałby ochotę na podobną to dziś zamieszczam jej wzór i życze miłego szydełkowania.
Before the holidays I made a crochet bookmark. I used very thin cotton thread. This bookmark is so delicate. If you would like to have the same crochet bookmark, I share my pattern with you today . It is below.
Before the holidays I made a crochet bookmark. I used very thin cotton thread. This bookmark is so delicate. If you would like to have the same crochet bookmark, I share my pattern with you today . It is below.
wtorek, 24 sierpnia 2010
Prawie 5500 kilometrów!/ Almost 3500 miles!
Nasze wojaże dobiegły końca. Zrobiliśmy mnóstwo kilometrów i spędzilismy wiele godzin w samochodzie. Ku naszemu pozytywnemu zaskoczeniu Zosia sprawowała sie na ogół dobrze, czyli głównie spała.
Our travels have come to an end. We travelled for many miles and spent many hours in the car. To our surprise, Zosia behaved quite well, that is, slept a lot.
Niestety polskie drogi nadal pozostawiają wiele do życzenia. Pokonanie drogi pomiedzy Łodzią a Grudziądzem wymaga nie lada cierpliwości nawet nocą. Podobnie przejechanie odcinka od Częstochowy do Opola. Ale pokonaliśmy te trudności i pozwoliliśmy sobie na ciekawy i intensywny wakacyjny maraton zwiedzania wielu pięknych miejsc Polski. Aby opisać to wszystko co udało nam się zobaczyć czy przeżyć, zajęło by mi to wiele godzin. Ogólnie rzecz biorąc nasz odpoczynek nalezał do udanych. Polska po raz kolejny wzruszyła mnie swoim pięknem, cudną przyrodą i historią. Do tego to pyszne jedzenie....niestety znów przytyłam.
We saw lots of beautiful places of Poland. If I were to describe everything we saw and did, we would be here for ages. Overall, our holiday was successful. Yet again, I was very moved by Poland’s beauty, nature and history. And, of course, great food… unfortunately, I’ve gained weight again.
Dziewczyny otrzymały ogromną dawkę emocji a ich głowy wzbogaciły się o mnóstwo ciekawych informacji i niezapomniane obrazy. Zosia, właściwie na plaży rozpoczęła swój kolejny etap życia, czyli ruszyła do przodu na swoich własnych nogach. Nie bała się morza i nie przejmowała wciskającym się wszędzie piaskiem.
Our girls were happy, and learned a lot of polish culture and history. Zosia started walking on her own two feet on the beach. She wasn’t scared of the sea either, and the sand that went everywhere didn’t really bother her either.
W naszych głowach zagniezdziły się nowe pomysły, na których realizacje pewnie wciąż brakować będzie nam czasu. Ale kto wie..... może się mylę? Tradycyjnie zrobiliśmy około tysiaca zdjęć i bardzo mi było trudno wybrać tych kilka dla was. Mam nadzieję, że te poniższe kompozycje spodobają wam się, a co najważniejsze, zachęcą was do podążenia naszym śladem i odwiedzenia tych kilku cudownych miejsc.
We have new ideas about what artistic things we can make, although we will probably still run out of time. But who knows… maybe I’m wrong? As always, altogether we took about a thousand pictures and it was very hard to choose these few for you. I hope you like my photographic compositions below and that they will encourage you to follow in our footsteps and seeing those fantastic places.
Our travels have come to an end. We travelled for many miles and spent many hours in the car. To our surprise, Zosia behaved quite well, that is, slept a lot.
Niestety polskie drogi nadal pozostawiają wiele do życzenia. Pokonanie drogi pomiedzy Łodzią a Grudziądzem wymaga nie lada cierpliwości nawet nocą. Podobnie przejechanie odcinka od Częstochowy do Opola. Ale pokonaliśmy te trudności i pozwoliliśmy sobie na ciekawy i intensywny wakacyjny maraton zwiedzania wielu pięknych miejsc Polski. Aby opisać to wszystko co udało nam się zobaczyć czy przeżyć, zajęło by mi to wiele godzin. Ogólnie rzecz biorąc nasz odpoczynek nalezał do udanych. Polska po raz kolejny wzruszyła mnie swoim pięknem, cudną przyrodą i historią. Do tego to pyszne jedzenie....niestety znów przytyłam.
We saw lots of beautiful places of Poland. If I were to describe everything we saw and did, we would be here for ages. Overall, our holiday was successful. Yet again, I was very moved by Poland’s beauty, nature and history. And, of course, great food… unfortunately, I’ve gained weight again.
Dziewczyny otrzymały ogromną dawkę emocji a ich głowy wzbogaciły się o mnóstwo ciekawych informacji i niezapomniane obrazy. Zosia, właściwie na plaży rozpoczęła swój kolejny etap życia, czyli ruszyła do przodu na swoich własnych nogach. Nie bała się morza i nie przejmowała wciskającym się wszędzie piaskiem.
Our girls were happy, and learned a lot of polish culture and history. Zosia started walking on her own two feet on the beach. She wasn’t scared of the sea either, and the sand that went everywhere didn’t really bother her either.
W naszych głowach zagniezdziły się nowe pomysły, na których realizacje pewnie wciąż brakować będzie nam czasu. Ale kto wie..... może się mylę? Tradycyjnie zrobiliśmy około tysiaca zdjęć i bardzo mi było trudno wybrać tych kilka dla was. Mam nadzieję, że te poniższe kompozycje spodobają wam się, a co najważniejsze, zachęcą was do podążenia naszym śladem i odwiedzenia tych kilku cudownych miejsc.
We have new ideas about what artistic things we can make, although we will probably still run out of time. But who knows… maybe I’m wrong? As always, altogether we took about a thousand pictures and it was very hard to choose these few for you. I hope you like my photographic compositions below and that they will encourage you to follow in our footsteps and seeing those fantastic places.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

.jpg)

