niedziela, 24 stycznia 2016

Pod natchnieniem osobników zwanych Muminkami.

Witajcie!

Jak wam mija niedziela? Oprócz tego, że szybko, mnie niedziela upływa w miłej rodzinnej atmosferze. Tak jak lubię: rano na Eucharystii, a potem z kawą lub herbatą przy robótkach, dobrej książce, czasem przy telewizorze lub na spacerze, na zabawie z dziećmi...itp. Rodzinna niedziela.  

Tydzień temu, w niedzielę, zainspirowana książką, którą ostatnio codziennie czytam mojej córce - Zosi, oraz pod wpływem wspomnień z dzieciństwa, kiedy to Tove Jansson  "zahipnotyzowała"  mnie serią opowieści o Muminkach - powstała we mnie myśl, by stworzyć kilka zakładek do książek właśnie z Muminkami. Ponieważ lubię takie rzeczy tworzyć od podstaw, postanowiłam spoglądając na obrazek, sama sobie rozrysować wzór i wyhaftować Muminki. 
Pełna optymizmu i zapału w jednej chwili zabrałam się do pracy. Ależ to była przyjemność! Choć wcale nie łatwa. I tak powstała ta oto widoczna na zdjęciu zakładka. Przyznam się, że kolejna, taka sama, tylko na białym tle jest na ukończeniu, a kolejny wzór na zakładkę z Muminkami już wymalowałam. Mam ochotę stworzyć kilka różnych zakładek z Muminkami w roli głównej. A potem... Ciiiii... sami zobaczycie ;). Pomysłów mam mnóstwo, plany są ogromne. Nie ukrywam, mam wielkiego "bzika" na tle książek i bajek dla dzieci i wiecie co - dobrze mi z tym. Dzięki nim, wciąż gdzieś wewnątrz serca jestem pełnym marzeń i fantazji dzieckiem. Może dlatego tak bardzo kocham dzieci, uwielbiam z nimi pracować i z myślą o nich tworzyć i pisać. A wam polecam Muminki: te książkowe, jak i filmowe. Jedne i drugie poprawiają nastrój i powodują, że człowiek mimowolnie uśmiecha się pod nosem. Pozdrawiam serdecznie.

piątek, 22 stycznia 2016

Zima czy wiosna?

Witajcie kochani!

Chyba zapomniałam wam napisać, że w ostatnią niedzielę przez kilka godzin mieliśmy białe szaleństwo. Śnieg delikatnie okrył tutejszy świat. Szczerze mówiąc, śniegu było tylko trochę, ale i tak wystarczyło by tutejsze dzieci, spragnione białego puchu, oszalały na jego punkcie. Mimo tej marnej ilości śniegu, w mojej okolicy powstało wiele bałwanów. Poprawię się - bałwanków. Miniaturowych bałwanków. Śnieg prędko zniknął, potem mieliśmy dwa dni z piękną i mroźną pagodą, a od dziś - czekamy na wiosnę. Jest wilgotno, ale temperatura rośnie i jeśli wierzyć wszelkim pogodynkom, w niedzielę, jak na tę porę roku, ma być wyjątkowo ciepło, nawet do 15oC.  Na pewno przyroda się bardzo ożywi. Zresztą ptaki już głośno i wiosennie śpiewają. Tak czy siak - byle do wiosny!

Powracając do świata kolorów i domowej twórczości, chciałam wam zaprezentować dwie kartki, jakie zrobiłyśmy dla babć i dziadka. Nie mogły być zbyt obfite w przeróżne cudne dodatki, bo wysyłałyśmy je pocztą. Ale na pewno zrobione są z sercem.

 
 
Jeszcze "pomęczę" was kulinarnie. Ostatnio "wpadł mi w oko" przepis na chleb z dodatkiem kwasu z ogórków kiszonych. Wypróbowałam go i... całkiem, całkiem. Chleb zniknął dość szybko, co znaczy, że mojej rodzinie smakował. Bardzo łatwo się go robi, pięknie rośnie i ze swoim lekkim posmakiem kiszonych ogórków smakuje ciekawie i dobrze. 
 
Życzę wam pięknej soboty i błogosławionej niedzieli!

P.S. Donoszę, że pogodynka chyba się nie myliła. Właśnie zaświeciło piękne i już ciepłe słońce.

środa, 20 stycznia 2016

Pachnąco i trochę nie o mnie...

A jeśli nie o mnie, to o kim?
O Eli, mojej jednej z trzech ukochanych córek.
Dlaczego właśnie o Eli?
Bo ostatnio Ela odkryła w sobie nową pasję. Ela próbowała już wielu rzeczy; filcowania, haftowania, szycia i wszystko to jej całkiem dobrze szło, ale też bardzo szybko ją nudziło. Bo do niektórych rzeczy musi zwyczajnie dorosnąć i dojrzeć. Ale w grudniu, jej myśli "rozpaliły" świeczki. Bardzo chciała spróbować sztuki robienia świeczek. Św.Mikołaj podsłuchał Elżbietowe myśli i przyniósł jej pierwszy w życiu zestaw do robienia świec. Sprawił jej tym ogromną radość. I od tej pory oraz po zakupie kilku dodatków, w każdą niedzielę Ela tworzy świece. Czasami pomaga jej przy tym tatuś. Roztapiają parafinę, barwią, dodają zapachy i formują świece. Z własnego dzieciństwa pamiętam domową produkcję zniczy przed Dniem Wszystkich Świętych, ale to były czasy zupełnie inne od dzisiejszych. Wówczas znicze były otwarte i na ogół w gipsowych miseczkach. Z tych moich dziecięcych wspomnień zostały jakieś okruszki wiedzy, które dziś przydały się mojej Eli do tworzenia własnych świec. Bardzo mnie cieszy, kiedy widzę jak moje córki garną się do wszelkiego rodzaju robótkowania. Staram się je do tego zachęcać. Ja lubię wszelkiego rodzaju prace ręczne i lubię się uczyć nowych rzeczy (ostatnio ćwiczę frywolitkę). W dzisiejszych czasach jakby powoli powraca moda na robótkowanie. To wspaniały sposób na relaks, walkę ze stresem, a radość ze zrobienia czegoś jest bezcenna, nie wspomnę już o tym, że prace zrobione własnym pomysłem i ręcznie, to prace naprawdę robione sercem, często z bardzo dobrej jakości  materiałów. Najczęściej są piękne oraz często bardzo orginalne. To prace wyjątkowe! I wyjątkowe są pierwsze pachnące świece mojej Eluni. Pozdrawiam z okolic płomyka wieczornej, pachnącej świecy.

Oto świece o zapachu różanym. Użyłyśmy do ich produkcji mojej starej silikonowej foremki do ciastek.



A to świece zrobione w formach z zestawu dla początkujących, ale o zapachu rewelacyjnym - truskawkowym.

poniedziałek, 18 stycznia 2016

To może teraz coś na ząb?

Witam was bardzo serdecznie!

Trudno uwierzyć, ale jesteśmy już w drugiej połowie stycznia! Chyba nigdy nie przestanę się dziwić - jak szybko ten czas umyka. Wydaje mi się, że z wiekiem coraz bardziej go cenię i z dnia na dzień próbuję go wykorzystać maksymalnie i jak najlepiej potrafię. Każda minuta życia jest niepowtarzalna i cenna. Bardzo cenna...

Nie było mnie tu około tygodnia, ale to nie znaczy, że w moim życiu nie działo się nic ciekawego. Każdy dzień jest na swój sposób ciekawy, a zarazem twórczy. Były faworki! Faworki to jest to, obok czego nie potrafię przejść obojętnie. Zawsze je robię w karnawale. Taka rodzinna tradycja. Choć muszę uczciwie przyznać, że w tym roku w tworzenie faworków bardzo aktywnie zaangażowała się moja średnia córeczka, Ela. Wałkowała, wycinała, przekładała, potem już usmażone faworki posypywała cukrem pudrem. Jest nadzieja, że rodzinna tradycja foworkowania przetrwa. Od lat nasze faworki robimy według tego samego przepisu, ze sporą ilościa żółtek i tak zwanym "biciem ciasta". Oj, można sobie poużywać na tym faworkowym cieście! Przepis na te wyjątkowe faworki umieszczałam tutaj, na tym blogu wiele lat temu. Możecie go znaleźć w tym miejscu. Uwierzcie mi, te faworki są REWELACYJNE.

 
Na zdjęciu powyżej oprócz faworków widnieje też ciasto waniliowe z białek. Zawsze po faworkach zostawało mi sporo białek, z których najczęściej robiliśmy kokosanki, ale w tym roku postanowiłam wypróbować przepis na ciasto z samych białek. Przepis ten spisałam dawno temu chyba z jakiejś gazety, a może z internetu....nie pamiętam. Muszę wam powiedzieć, że ciasto jest bardzo smaczne. Na początku wydawało sie suche, ale na drugi dzień nabrało takiej wyjątkowej wilgotności oraz puszystości, że zjadało sie go z nieukrywaną przyjemnością. Przy następnej okazji, zrobię z tego ciasta spody do tortu, bo mam przeczucie, że to ciasto świetnie się będzie do tego nadawać.
 
Ciasto z białek
 
Potrzebujemy:
 
9-10 białek z dość dużych jajek,
około 120g roztopionego masła lub margaryny do ciast,
1 opakowanie cukru waniliowego,
około 150g cukru,
180g przesianej mąki pszennej,
szczypta soli,
1 łyżeczka proszku do pieczenia,kilka kropel aromatu waniliowego.
 
Z białek należy ubić sztywną pianę, a potem stopniowo i delikatnie do niej dodawać wszystkie pozostałe składniki, cały czas ubijając, tylko na mniejszych obrotach.
W zależności od potrzeby ciasto możemy upiec w wyłożonych papierem do pieczenia keksówkach lub w tortownicy.
Ciasto wstawiamy do nagrzanego do 180oC piekarnika i pieczemy około 50 minut. Po wyjęciu najlepiej zostawić na kilka godzin, aż nabierze swojej wilgotności.
Jak ktoś lubi, można posypać cukrem-pudrem.
Smacznego!
 
 
 
 

sobota, 9 stycznia 2016

Krecikowa zaległość

Witam wszystkich bardzo serdecznie,

Pierwszego szydełkowego Krecika zrobiłam cztery lata temu i pisałam o tym na blogu ( tutaj ). Moja córeczka, Zosia bardzo go polubiła, podobnie jak rysunkowe bajki o tym sympatycznym stworzeniu. Wiele osób pisało do mnie z pytaniami o wzór. Tak mi przykro, ale ja większość szydełkowych zabawek robię bez wzoru, tylko patrząc na zdjęcie. Pod koniec listopada znów sięgnęłam po okładkę filmu rysunkowego o Kreciku, ponownie wpatrując się w obrazek zrobiłam Krecika, który stał się zabawką pewnego chłopca.  Właśnie znalazłam zaległe zdjęcie, więc z wielką przyjemnością zaprezentuję wam mojego ulubieńca. Oto on:

 
Ale może rzeczywiście powinnam wreszcie spisać ten wzór...?
Pozdrawiam was serdecznie.